Jan Łuka

Jan Łuka – 18-krotny Mistrz Polski w trójboju siłowym!

jan-luka-trening.jpg

Sukcesy sportowe:
18-krotny Mistrz Polski w trójboju siłowym w kat. 90kg
5-krotny Mistrz Świata w wyciskaniu leżąc
3-krotny Mistrz Europy w trójboju siłowym
Wicemistrz Świata w trójboju siłowym.

jan-luka.jpg

Miejsce zamieszkania: Gdynia

Urodzony 1949 r.
Wzrost-170 cm
Waga 83,5 kg
Obwód klatki piersiowej-125 cm
Obwód pasa 78 cm
Obwód uda 67 cm
Obwód ramienia 43 cm

Rekordy życiowe:
Trójbój: 800 kg w kategorii do 90 kg
Martwy ciąg 325,5 kg
Martwy ciąg podchwytem 282,5 kg
Przysiad 302,5 kg
Wyciskanie leżąc 222,5 kg

Wywiad

Jan Łuka to legenda polskich siłaczy. Mimo blisko 60 lat na karku bez problemu podnosi 400-kilogramową sztangę i podciąga się na drążku ze 100-kilogramowym obciążeniem. To wszystko efekt wieloletniego treningu i właściwego stylu życia. Pan Jan zdradził nam, jak utrzymać tak długo tak fantastyczną formę.

 jan_luka.jpg

Jaki ciężar zamierza pan dzisiaj podnieść?

– Rekordów tu dzisiaj bić nie będziemy, ale chce podnieść przynajmniej 400 kg w tzw. żelaznym ciągu. To ciąg z podstawy 30 cm podchwytem. Chodzi o najsilniejszy uchwyt, jaki może być. W tej konkurencji w 2005 roku wygrałem z Mariuszem Pudzianowskim. Drugim podejściem będzie podciąganie na drążku z dwiema beczkami piwa, przypiętymi do pasa – to około 100 kg. Z tym obciążeniem podciągnę się raz lub dwa – zobaczymy Dzisiaj jest fajna pogoda, tylko trochę za ciepło na duże ciężary.

Trzeba się jakoś specjalnie przygotowywać do takiego wysiłku?

– O tak. Żeby podnieść taki ciężar, potrzeba przynajmniej 10 lat treningu. To moja specjalizacja – w tych dwóch konkurencjach jestem najlepszy na świecie. Oprócz tego wygrywam jeszcze z Mariuszem Pudzianowskim w takich konkurencjach, jak trzymanie dwóch samochodów na pochylni – to tzw. chwyt Herkulesa. Wyglądam może niepozornie, ale uchwyt mam najlepszy na świecie.

Jak pan to robi, że tak długo jest pan w tak świetnej formie?

– Podstawą jest systematyczność. To jest najważniejsze. Trenuję już 40 lat. Z ciężarami po raz pierwszy zetknąłem się w wieku 18 lat w Wojskowym Klubie Sportowym „Flota”. Tam podnosiłem ciężary i od tego się zaczęło. Później zacząłem uprawiać trójbój siłowy i w tej dyscyplinie, jako jedyny w kraju, zostałem mistrzem Polski 18 razy z rzędu. A na koncie mam takie rekordy świata jak np. 222,5 kg w wyciskaniu w kategorii 90 kg, 300 kg w przysiadzie i 325 kg w martwym ciągu z pomostu.

Pochwali się pan, ile ma pan już lat?

– Dokładnie 58. Jeszcze dwa lata i będę bił wszystkie rekordy w grupie sześćdziesięciolatków.

Co trzeba robić, żeby być przynajmniej w części tak sprawnym, jak pan?

– Przede wszystkim trzeba prowadzić higieniczny tryb życia: a to oznacza m.in. spać przynajmniej 6-8 godzin na dobę, nie nadużywać alkoholu, nie przejadać się, jeść rozsądnie. A najważniejsze: systematycznie trenować. Przynajmniej 3 razy w tygodniu na siłowni. Niekoniecznie dwie godziny – wystarczy godzina, a nawet 45 minut, byleby przez ten czas rzeczywiście ćwiczyć, a nie np. rozmawiać. I to jest lekarstwo na zdrowie. Ja często powtarzam: kto na siłowni trenuje, w zdrowie inwestuje.

Rozumiem, że pan przestrzega tych wszystkich reguł?

– Oczywiście. Jestem instruktorem w klubie Mariana Kolasy „Kolaseum” w Sopocie i mam to szczęście, że codziennie jestem na siłowni i codziennie mogę trenować. Aczkolwiek nie trenuję codziennie, bo w moim wieku siła jest już wytrenowana i wystarczy tylko ją podtrzymywać. A jak jest szansa gdzieś się pokazać i np. pobić rekord świata, wtedy trenuję trochę więcej. W takich przypadkach trzeba też często zainwestować w odżywki – aminokwasy i proteiny itp. I wtedy na tych naturalnych środkach można zrobić duże wyniki.

Ćwiczy pn już 40 lat. Czy nie odczuwa Pan czasem skutków tych treningów?

– Są to na pewno duże obciążenia, ale człowiek się adaptuje do takiego wysiłku. Warto też zaznaczyć, że nie od razu podnosiłem 400 kilogramów. Mój pierwszy wynik w wyciskaniu to było 60 kg w wieku 18 lat. A zanim wycisnąłem 200 kg, trenowałem 10 lat. Trzeba spieszyć się powoli. Nie można iść na skróty – nie pomogą żadne niedozwolone środki. Najważniejszy jest systematyczny trening.

Czy oprócz dyscyplin siłowych uprawia pan jeszcze jakąś inną dyscyplinę sportu?

– Tak. Kiedy jeszcze uprawiałem trójbój, dużo biegałem. Najczęściej po lesie – to były sprinty i biegi interwałowe. Chodziło o wyrobienie szybkości. Swego czasu, w wieku 28 lat, pokonywałem 60 metrów w 7 sekund byłem bardzo szybki. Siła i szybkość daje wyniki.

Jak długo zamierza pan jeszcze startować i bić rekordy?

– Mówi się, że emerytura zaczyna się po 65 latach, więc do tego wieku chce dalej być aktywnym, a mając 60 lat chcę poprawić wszystkie rekordy świata w trójboju – wyciskanie, przysiad i ciągi w kategorii do 60 lat. Do 65 lat chcę jeszcze poprawić siłę, a później utrzymać ją nawet do 80 i 90 lat. Były takie przypadki, że zawodnik w wieku 72 lat poprawił rekord życiowy w wyciskaniu – 205 kilogramów. Więc organizm można utrzymać w dobrej formie nawet w takim wieku. Wszystko jest do zrobienia, ale jest jedna zasada: nie spieszyć się i systematycznie trenować.

Jak pan ocenia stan kultury fizycznej Polaków?

– Generalnie jest bardzo niedobrze. Są wyjątki, jak na przykład ci studenci, którzy startują w zawodach Strong Student. Ale proszę zwrócić uwagę, że jest ich tylko siedmiu, a na takich zawodach powinno ich być przynajmniej 20. Polacy lubią usiąść sobie przed telewizorem i manewrować pilotem. Trenują tylko kciuk, a to jest zdecydowanie za mało. Jeśli nawet nie ma możliwości potrenowania na stadionie, czy na pływalni, zawsze można iść do lasu i pobiegać. Siłowni mamy dużo, więc jest gdzie trenować. A jak już mówiłem: kto na siłowni trenuje, w zdrowie inwestuje. I wtedy lekarz nie będzie nam niepotrzebny. Ludzie będą dużo zdrowsi, jeśli będą trenować. I wcale nie muszą to być sporty siłowe. Może to być np. bieganie – jednym z najbardziej prozdrowotnych sportów są biegi przełajowe. Po lesie, nie po asfalcie. Dobre jest też pływanie. Każdy może wybrać dla siebie swoją ulubioną dyscyplinę. Moja propozycja jest taka: siłownia, pływanie i bieganie. Ale jeśli bieganie, to nie po asfalcie, ale raczej po lesie – biegi maratońskie na asfalcie wcale nie są zdrowe, są bardzo obciążające dla stawów. Trzeba po prostu się ruszać. I można to robić wszędzie. Takie rzeczy jak np. brzuszki można spokojnie robić w domu. Podstawą są mięśnie grzbietu i mięśnie brzucha. Jeśli ten gorset mięśniowy jest dobrze wytrenowany, nie trzeba w przyszłości nosić gorsetu gipsowego. Na tym to wszystko polega.